(Nie)Obecni: Jacek Sempoliński w Galerii BWA SOKÓŁ, cud tworzenia czegoś nieoczywistego…

Do 8 marca br. w Galerii Sztuki Współczesnej BWA SOKÓŁ można oglądać wystawę prac Jacka Sempolińskiego, wybitnego malarza, rysownika, pedagoga, krytyka, eseisty, konesera muzyki. To pierwsza w naszej placówce ekspozycja zorganizowana w ramach nowego cyklu „(Nie)Obecni”. Przedsięwzięcie ma na celu prezentację znakomitych twórców, którzy – mimo wspaniałych dokonań artystycznych - są zbyt mało znani szerokiej publiczności.

- Teraz chodzi nam o złożenie panoramy osobowości, bez których nie tylko nie można wyobrazić sobie pełni wszelkiej twórczości, ale bez których nie można mieć wyobrażenia o właściwościach jej moralnego sedna. Cykl zatytułowaliśmy „(Nie)Obecni”, chcąc zneutralizować fakt fizycznej absencji wielu z nich, ale też tym dobitniej podkreślić stałą aktualność cech, które konstytuują i petryfikują ich dzieło. Zaczynamy z górnego "C", bo pierwszą postacią tego cyklu uczyniliśmy Jacka Sempolińskiego – wyjaśnia członek Rady Programowej Galerii BWA SOKÓŁ Andrzej Biernacki.

Ekspozycja składa się z kilkudziesięciu prac z kolekcji prof. Wiesława Juszczaka oraz ze zbiorów Galerii Browarna w Łowiczu. Otwarcie wystawy (w piątek, 24 stycznia 2020) zgromadziło wielu miłośników sztuki, sądeczan i osób, które przyjechały z całego kraju. Wszystkich serdecznie powitali: dyrektor MCK SOKÓŁ Andrzej Zarych i przewodniczący Rady Programowej prof. Andrzej Szarek. Podczas wernisażu, wystąpienia mówców (już po raz kolejny) były tłumaczone na polski język migowy.

Jacek Sempoliński to syn znanego fotografika, Leonarda Sempolińskiego. Niedaleko więc pada jabłko od jabłoni… Był też spokrewniony z popularnym aktorem, reżyserem, tancerzem i pedagogiem Ludwikiem Sempolińskim. W swoim życiu i w twórczości zapisał wątek związany z Sądecczyzną. Bardzo chętnie przyjeżdżał do Mochnaczki koło Krynicy-Zdroju i Tylicza. Tam powstało też sporo jego obrazów. Kilka z nich zatytułował „Mochnaczka”.

Wykład na temat życia i twórczości artysty wygłosił Andrzej Biernacki, który w tekście wprowadzającym do wystawy tak określił jego sztukę: - Absolutna jednorodność i improwizowany timbre urobku malarskiego, niemal od początku, czyli mniej więcej od l.50, aż do ostatnich dni sierpnia 2012 r., zdaje się przesądzać o tym, że erudycja malarza  na jego pracę w pracowni lub plenerze, nie miała prostego przełożenia. Przed kartką papieru lub płótnem teorie niemal natychmiast ustępowały impulsom płynącym z ,,zobaczenia"  motywu, pierwszego narzutu farby, śladu narzędzia.  Niczym niezmącona malarska jednorodność całości dzieła Sempolińskiego zadziwia tym bardziej, jeśli bierzemy pod uwagę ogromną wszechstronność jego pozamalarskich zainteresowań, które obejmowały muzykę, rzeźbę i architekturę, operę, balet i teatr, film oraz literaturę w jej wielu wcieleniach. Do tego należy dodać stale wyrażany podziw malarza dla cudzej wszechstronności.

Andrzej Biernacki w swojej barwnej opowieści o Jacku Sempolińskim mówił o nim jako jednym z najbardziej oryginalnych polskich malarzy współczesnych. Zwrócił uwagą na fakt, że bardzo ważna była u niego forma. Nigdy nie planował swojego dzieła, nie robił szkiców. Przystępował do pustej kartki czy płótna i dawał upust swojej wyobraźni. Tworzył w plenerze, ale nie odwzorowywał widzianego świata. Tworzył coś na wzór świata alternatywnego w stosunku do poznanej rzeczywistości. Malował pędzlem, ale też często nakładał farbę szpachlą. Wielokrotnie pokrywał materię kolejnymi warstwami, dzięki czemu osiągał niezwykłą fakturę, poszukiwał odpowiedniego koloru, jego temperatury. Artysta był człowiekiem o wręcz renesansowych zainteresowaniach. Wszechstronnie wykształcony, nie tylko w kierunku malarstwa, uprawiał też scenografię, doskonale znał się na muzyce klasycznej.

- Ja całkowicie rozumiem, że to może być trudne w odbiorze malarstwo – podkreślił Andrzej Biernacki, odpowiadając na jedno z pytań widzów. – Tutaj dochodzi kwestia kategorii piękna. Malarstwo w swoim założeniu jest czymś, co służy pięknu. W tym przypadku piękno ma różne oblicza. Prof. Władysław Tatarkiewicz wymienił bodaj dziewiętnaście definicji piękna. Nie wiem, czy któraś z nich opisuje piękno, jakie pokazuje Sempoliński.  To jest trudne malarstwo, trzeba się wstrzelić z jego postrzeganiem. Tutaj mamy formę od brzegu do brzegu obrazu. On kiedyś powiedział, że tworzenie jakiegoś wizerunku, czegoś czy kogoś, jest marnowaniem czasu malarza. Malowanie to jest cud tworzenia takiej konstrukcji malarskiej, której jeszcze nie było, czegoś nieoczywistego. Piękno wynika z jakiegoś olśnienia artysty. Na tym ono polega u Sempolińskiego, a nie na umiejętności zrobienia poprawnego wizerunku.

Prof. Andrzej Szarek zauważył, że choć Jacka Sempolińskiego niektórzy chcieliby zaszufladkować jako autora abstrakcji, to jego prace podążają jednak wyraźnie w kierunku realizmu. Ten realizm nie jest jednak taki „jeden do jednego”. Trzeba go w obrazach umieć dostrzec.

Jacek sempoliński

Jacek Sempoliński (ur. 27 III 1927 roku w Warszawie – zm. 30 VIII 2012 roku tamże) - malarz, rysownik, pedagog, eseista  i krytyk. W latach 1943-1944 uczył się malarstwa w konspiracyjnej szkole im. Konrada Krzyżanowskiego w Warszawie. Po wojnie, w latach 1946-1951, studiował malarstwo w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, pierwsze cztery lata pod kierunkiem Jana Seweryna Sokołowskiego, ostatni rok w pracowni Eugeniusza Eibischa. Od 1956 roku był wykładowcą tejże Uczelni, w 1988 roku uzyskał tytuł profesora. Początkowo, obok malarstwa sztalugowego, uprawiał scenografię i fresk. W latach 1953-1957 wykonywał polichromie odbudowywanych kamieniczek Nowego i Starego Miasta w Warszawie.
Twórczość malarską Jacka Sempolińskiego należy widzieć w kontekście dwóch zjawisk polskiej sztuki powojennej: tradycji polskiego koloryzmu i etosu pokolenia ARSENAŁU 55. O ile szkoła kapistowska nasyciła jego malarstwo tym, co określamy mianem "kultury obrazu", o tyle doświadczenie Arsenału dodało mu dramatyzmu i sprawiło, że wartości moralno-etyczne zajęły w nim pozycję równorzędną z formalnymi. W cyklach z drugiej połowy lat 50. („Organy”, „Viola da Gamba”, „Kompozycja z trąbką”) artysta nawiązywał do muzyki, czerpiąc z niej wątki ikonograficzne i zarazem traktując jako obszar symboliczny. Od lat 60. łączył motywy zaczerpnięte ze studiów pejzażu i architektury z rozwiązaniami kolorystycznymi i fakturowymi bliskimi abstrakcji aluzyjnej (cykle „Łysica”, „Wiązy w Mąchocicach”).

W latach 70. Skupiał uwagę na wyabstrahowanych problemach koloru, światła, przestrzeni malarskiej i faktury (cykle „Światło i mrok”, Łąka - zachód słońca, Studium przestrzeni). Od końca lat 70. w malarstwie Sempolińskiego uwidoczniają się dramatyczne wątki egzystencjalne, wyrażane przez zmianę kolorystyki (ciemne błękity, fiolety, zimne szarości) i dokonywanie fizycznej destrukcji płócien. Nowe cykle: „Twarz” (od 1971), „Ukrzyżowanie” (od 1975), „Moc przeznaczenia Verdiego” (1977) i „Czaszka” (od lat 80.) dotykają problemów z zakresu religii, kultury, filozofii egzystencji. Prace te, będące śladem głębokich przeżyć i przemyśleń, wpisały się w okres przewartościowań lat 80. Postawa prezentowana przez Jacka Sempolińskiego w tym okresie zyskała mu pozycję autorytetu zarówno artystycznego, jak i intelektualnego - dzięki m.in. licznym wypowiedziom, esejom. Z lat stanu wojennego datuje się jego związek z ruchem kultury niezależnej, znajdującej oparcie w Kościele. Uczestniczył w wielu wystawach tego nurtu, w tym w pamiętnych aranżacjach Janusza Boguckiego i Niny Smolarz („Znak Krzyża”, Parafia na Żytniej, Warszawa 1983, „Labirynt - Przestrzeń Podziemna”, kościół Wniebowstąpienia Pańskiego, Warszawa 1989), Marka Rostworowskiego („Niebo nowe i ziemia nowa?”, Parafia na Żytniej, Warszawa 1985) i innych. 

Laureat m.in. nagród: 1955 - Ogólnopolska Wystawa Młodej Plastyki, Arsenał, Warszawa (nagrody równorzędnej), 1976 - Nagrody im. Jana Cybisa,  1986 - Nagrody im. Brata Alberta, 2004 – Nagrody im. Kazimierza Ostrowskiego, 2012 – Złotego Medalu „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Został pochowany w katakumbach na cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. 

O sobie i swoim malarstwie Jacek Sempoliński powiedział tak: „Jestem malarzem, a nie interesuje mnie problematyka malarska. Tę pozostawiam miłośnikom i koneserom. Ja żyję, maluję i na tym koniec. Człowiek malujący, o ile chce zachować siebie, swą kondycję i swą godność, nie może życia pojmować jako czegoś odrębnego od sztuki, nawet jeśli wszystko, co maluje, jest wątłe i niewspółmierne”.
Dodajmy, że tą wystawą zapoczątkowany został cykl „(Nie)Obecni”. W kierowanej przez dyrektor Lilianę Olech Galerii Sztuki Współczesnej BWA planowane są w następnych miesiącach i latach prezentacje kolejnych wybitnych artystów, nie tylko malarzy, także rzeźbiarzy i przedstawicieli innych dziedzin twórczości. Będzie to odkrywanie ich na nowo i przybliżanie szerszej publiczności.