Koncert zimowy na dwa świerszcze

Magda Umer śpiewała niegdyś (i chyba nadal śpiewa) piosenkę Koncert jesienny na dwa świerszcze i wiatr w kominie. My, w lutym, w ramach XVIII Festiwalu Wirtuozerii i  Żartu Muzycznego, zaproponowaliśmy Koncert zimowy na niezwykłą sopranistkę i  znanego pianistę. Ten niecodzienny duet (niecodzienny, bowiem na co dzień ta para duetem nie jest) wystąpił w sali im. Lucjana Lipińskiego MCK SOKÓŁ w piątkowy wieczór (21 lutego).

Waldemar Malicki, dyrektor artystyczny Fun and Classic, polski pianista, żyjący, jak o sobie mówi, po raz drugi zawładnął sądecką publicznością (po fantastycznej inauguracji festiwalu z Filharmonią Dowcipu). Jak zawsze, w świetnej dyspozycji fizycznej i psychicznej, wzmocniony rarytasami, które wieczorem w Tłusty Czwartek serwowały panie z Koła Gospodyń Wiejskich z Ptaszkowej. Grał swobodnie, humorystycznie opowiadał o swojej muzyce i występach koleżanki solistki Doroty Szczepańskiej (śpiewaczki po warszawskim Uniwersytecie Muzycznym im. Fryderyka Chopina, ale też absolwentki klasy gitarowej w SM im. Grażyny Bacewicz w stolicy).

Bohaterowie wieczoru wcześniej zapowiadali: równowagę pomiędzy wszechstronnym talentem sopranistki a nienachalną urodą pianisty. I tak też było. W programie umieścili przeboje instrumentalne i wokalne, z różnych okresów w historii muzyki. Zaczęli koncert od Antonia Vivaldiego, od Armatae face, arii Vagausa z oratorium Juditha triumphan. Później przenieśli nas do świata Giacoma Pucciniego - O mio babbino caro, partii Lauretty z opery Gianni Schicchi.

No a potem prawdziwe szlagiery, wręcz standardy: George Gershwin - Summer time, Richard Rodges - My funny Valentine, Henryk Wars - Na pierwszy znak, Jerzy Petersburski – Ja się boję sama spać (cudowne interpretacje). Pianista zagrał też krótki liryczny utwór Franciszka Liszta pt. Święta Dorota (z dedykacją dla solistki). Potem był Franciszek Schubert i pieśń Pstrąg (zdaniem Malickiego, powstała w okolicach stawów rybnych w Łabowej, kiedy kompozytor podróżował z Wiednia do… Grybowa), dalej Mieczysława Karłowicza Pamiętam ciche, jasne, złote dnie.

Zabawnie przemaszerował Maestro Waldemar przez historię walca, by zatrzymać się przy tangu Ta ostatnia niedziela Jerzego Petersburskiego, które poprzedził improwizacją na temat jednego z tang… Astora Piazzoli. Wiele radości sprawił widzom, grając różne wersje „narodowe” słynnego Menueta Luigiego Boccheriniego. Podobała się też słynna Ballada dla Adeliny Richarda Claydermana. Zabrzmiał także utwór z filmu Bagdad Cafe, czyli Boba Telsona Calling you. W finale nie mogło zabraknąć ulubionego przez Waldemara Malickiego Astora Piazzolli i słynnych kompozycji: Oblivion i Libertango.

Były również: inne smaczki w wykonaniu niezawodnej „dwupaczki”, owacyjne oklaski, zabawne gry słowne, wypełniające czas, kiedy śpiewaczka w garderobie przebierała się w kolejne kreacje, układy taneczne, popisy muzyczne, dialogi, bisy… Na widowni zasiedli m.in. rodzice Doroty Szczepańskiej, która jeden z wykonywanych utworów im zadedykowała.

W sumie, bardzo sympatyczny, radosny wieczór, umiejętne wyeksponowanie artystycznego mistrzostwa wszechstronnej wokalistki, obdarzonej znakomitym głosem i urodą, a także zestawienie kunsztu mistrza gry na fortepianie z dowcipem na wysokim poziomie.