Jeden Waldemar Malicki, ale w dwóch osobach

Waldemar Malicki po raz nie wiadomo który podbił serca sądeckich melomanów, miłośników dobrej muzyki i takiegoż humoru. Jego koncert zatytułowany „Dr. Jekyll i Mr. Hyde” został tak skonstruowany jak słynna nowela Roberta Louisa Stevensona. Jeden artysta, ale w dwóch postaciach całkowicie odmiennych, jak woda i ogień, jak biel i czerń, jak dzień i noc…

W pierwszej części wystąpił pianista nader poważny, bez cienia uśmiechu. W tej wersji sądeczanie dawno nie widzieli Waldemara Malickiego, dyrektora (bądź co bądź) Festiwalu Wirtuozerii i Żartu Muzycznego Fun and Classic. Najpierw zabrzmiało dzieło Franciszka Liszta „Funeralis October 1949” z cyklu „Harmonie poetyckie i religijne”. Później znowu Liszt pospołu z Ryszardem Wagnerem – „Chór pielgrzymów z opery Tannhauser”. Po każdym utworze – lawina braw, ukłony, sroga mina, zejście za kulisy i powrót… Dalej zaś pojawił się Ignacy Jan Paderewski – Legenda As-dur op. 16 nr 1 i Menuet G-dur op. 14 nr., a w finale pierwszej połowy wieczoru usłyszeliśmy „Rapsodię hebrajską” Aleksandra Tansmana.

Po krótkiej przerwie ukłonił się widzom… Mr. Hyde, czyli Malicki znany z Fun and Classic, z gry z Filharmonią Dowcipu. Zaczął do swoich kilku wersji słynnego Menueta Luigiego Rodolfo Boccheriniego. Zagrał go w wersji: rosyjskiej, polskiej, niemieckiej, węgierskiej i wiedeńskiej. Opatrzył te wykonania śmiesznym komentarzem, zabawa była wyborna. W sumie ponad dwie godziny wirtuozowskich muzycznych popisów,  ale też mistrzostwa słowa i dowcipu.

Nie zabrakło ulubionego Astora Piazzolli i  słynnego „Libertanga”. Były kwiaty, brawa i bisy. Na pożegnanie – powrót do Dr. Jekylla – muzyk zagrał nastrojowy utwór skomponowany przez wybitnego… dyrygenta Jerzego Maksymiuka, specjalnie dla Waldemara Malickiego.