Gombrowicz pod rękę z Witkacym

„Operetkę” Witolda Gombrowicza, w inscenizacji zakopiańskiego Teatru im. Stanisława Ignacego Witkiewicza obejrzeliśmy w Wieczorze Małoplskim nr 124, na zakończenie kolejnego cyklu tego artystycznego wydarzenia.

Z jednej strony – owiany legendą i nimbem oryginalności Gombrowicz, którego literatura wciąż prowokuje do refleksji, z drugiej – znana od roku 1985 scena nosząca imię Witkacego, teatr – schronisko dla teatrałów, kierowane od początku przez Andrzeja Dziuka. On też wyreżyserował ten spektakl, który obejrzeliśmy we wtorek (5 lutego 2019) w MCK SOKÓŁ. Na użytek tego przedstawienia trzeba było „przebudować” salę im. Lucjana Lipińskiego, tak żeby widzowie mogli zasiąść pod dwóch stronach sceny. Zakopiańczycy lubią grać w bliskości z publiką. Taki bezpośredni kontakt zresztą działa w obie strony.

Sam autor dramatu, utrzymanego w konwencji gatunku operetki, tak napisał w roku 1966 o swoim dziele:
„Ale ... jak tu nadziać marionetkową pustotę operetkową istotnym dramatem? Monumentalny idiotyzm operetkowy idący w parze z monumentalnym patosem dziejowym – maska operetki, za którą krwawi śmiesznym bólem wykrzywione ludzkie oblicze...”

Tropem tego wciąż aktualnego dylematu podążają: Andrzej Dziuk i jego aktorzy. Akcja widowiska kryje metaforę historii XX wieku, tak tragicznego, pełnego sprzeczności, poplątania dobra i zła, mądrości i zwykłej głupoty, gry pozorów, sprzeczności między tzw. klasą wyższą (arystokracją) a ludem, obraz wojny i rewolucji, pokazujący upadek wielu tradycyjnych wartości.

„W "Operetce" mamy więc do czynienia z dramatem, który w tandetnym opakowaniu operetki mówi o sprawach najważniejszych: władzy, przemocy, upodleniu człowieka, ideologii pogardy, miłości czy jej braku, i który szuka nadziei” – napisała o tej sztuce recenzentka Radia Kraków Jolanta Drużyńska.

A Beata Zalot (Tygodnik Podhalański) dodała: „No i jest nutka optymizmu. Po owej rewii mód, jaką jest cała historia XX w., przychodzi jednak zwycięstwo „nagości” – świata wartości elementarnych, wolności, swobody, natury, czy – jak mówi sam Gombrowicz – „młodości wiecznie nagiej” i „nagości wiecznie młodej”.

Spektakl był na pewno wydarzeniem, które będzie długo wspominane w Nowym Sączu. Świetna sztuka, jakby pisana niedawno, a przecież powstała kilkadziesiąt tak temu, znakomita inscenizacja i gra aktorska, interesująca scenografia, kostiumy i choreografia. Całość dopełnia (ostra momentami, a chwilami liryczna) rockowa muzyka Jerzego Chruścińskiego. Kompozytor wspólnie z zespołem grają na żywo tuż obok sceny. To dodatkowy walor widowiska.

Teatr Witkacego znany jest z częstych gościnnych występów w kraju i za granicą. Wiele razy występował w Nowym Sączu, m.in. przed laty w Wojewódzkim Ośrodku Kultury i Małopolskim Centrum Kultury SOKÓŁ oraz w Domu Kultury Kolejarza i Miejskim Ośrodku Kultury (na Jesiennym Festiwalu Teatralnym). Andrzej Dziuk był zapraszany na wieczory autorskie m.in. do Nowosądeckiej Małej Galerii. I bardzo dobrze, bowiem zarówno dyrektor jak i kierowana przez niego grupa artystów ma wiele do zaproponowania w dyskusji nad współczesnym światem i życiem, w postrzeganiu roli sztuki (nie tylko teatralnej) w otaczającej nas rzeczywistości.